Złota klatka

środa, 18.listopada.2009, 10:29
I znowu się zaczyna…


„Kraty ze złota
i kłódka z mosiądzu ciężkiego...”



- … i strzeliłam go w mordę, aż się obrócił wokół własnej osi – zakończyła z zapałem Medea.
Twardo wpatrywała się w jakiś punkt przed siebie, próbując nie dać po sobie poznać, że cokolwiek ją rusza.
- I jak się z tym czujesz? – zapytała krótkowłosa blondynka siedząca obok.
- Szczerze? Do dupy. Nie samym faktem, że Henrego już nie ma – dodała szybko – Ale cała ta
sytuacja jest taka… sama nie wiem… taka… - zamilkła na chwilę, szukając odpowiedniego słowa – A szlag by to trafił! – powiedziała w końcu.
- I tak trzymać! – skwitowała blondynka podnosząc kieliszek wina do ust.
Marlena Wotton była niską, szczupłą i wiecznie rozczochraną blondynką. Była też, w mniemaniu Medei, jedną z nielicznych osób, które ta mogła nazwać przyjaciółką. Medea była zadowolona z takiego układu. Lenie można było absolutnie wszystko powiedzieć. Rozsiewała wokół siebie aurę zaufania. Rozumiała. I to było najważniejsze.
Artyści to indywidualiści. Jeśli jednak jest się indywidualistą wśród indywidualistów, pozostaje tylko jedno wyjście…
Poznały się na studiach i zaprzyjaźniły od razu. Obydwie malowały. Lena jednak zaczęła swe rysunki
uwieczniać na ciele i z biegiem czasu otworzyła studio tatuażu przy Picadilly, które cieszyło się zasłużoną sławą wtajemniczonych. Dziś, w sobotę, umówiły się na lunch w St. James’s – parku przy pałacu Buckingham. Rozłożyły się na trawie, zajadały kanapki, popijały wino i rozmawiały.
- Moja matka wyrzuciła Johnny’ego z domu – powiedziała po chwili Medea wpatrując się w pustkę.
Lena pokiwała ze zrozumieniem głową.
- Pamiętam, jak mi o nim opowiadałaś – rzuciła – Nadal jest taką ciamajdą?
- Nie wiem, i to jest właśnie największy problem – odpowiedziała Med – W sumie ja go w ogóle nie znam. Smutne, ale prawdziwe - westchnęła – Poznałam kogoś – dodała po chwili.
Marlena uśmiechnęła się po swojemu, sącząc nadal wino.
- To nie jest śmieszne – powiedziała lekko zirytowanym tonem Medea – Johnny u niego mieszka.
Poznałam go w Ma Maison, wiesz, w tej restauracji w Soho, gdzie pracuje Riley…
I opowiedziała jej wszystko.
Lena w milczeniu kiwała głowa, uśmiechała się tak po swojemu i powoli sączyła wino. Na koniec
powiedziała:
- I co? Teraz liczysz, że się z tobą umówi i, że coś z tego będzie?
Medea spróbowała zabić przyjaciółkę wzrokiem. Ku jej rozpaczy nic z tego nie wyszło. Westchnęła po raz kolejny, zrezygnowana.
- Nie, nie liczę na to, że się ze mną umówi – powiedziała w końcu – Tacy jak on mają dziewczyny w każdym barze. Co noc inna. Mogę sobie wyobrazić, że nawet już nie pamięta jak się nazywam i na początku chciał tylko skorzystać z okazji. Od czasu do czasu pewnie będziemy się widywać, bo przecież Johnny u niego mieszka, ale po za tym wątpię, żeby cokolwiek z tego było. Z reszta nie był w moim typie – dodała na koniec słabym głosem.
- Aha – odezwała się w końcu Marlena – Czyli ci się spodobał.
Medea prychnęła demonstracyjnie.
- Jeszcze czego?!
- Właśnie próbowałaś przekonać bardziej siebie niż mnie, że on cię nic nie obchodzi. Wychodzę więc z założenia, że ci się spodobał – powiedziała blondynka uśmiechając się szeroko – Na pewno jest wysokim brunetem z przydługimi włosami, trochę romantykiem, wszędzie chodzi ze swoim aparatem i mogę się założyć, że ma świetne poczucie humoru – zamilkła na chwilę, rozglądając się po okolicy – Coś ja tamten facet – i wskazała ręką w stronę jeziorka.
Na pomoście dla łódek, kilkadziesiąt metrów od nich, siedział jakiś chłopak i z przejęciem fotografował łabędzie. Medea też spojrzała we wskazywana stronę. Najpierw zmrużyła oczy, potem szeroko je otworzyła i z niedowierzaniem w głosie powiedziała:
- Przecież to niemożliwe!
- Co? – spytała zdumiona Marlena.
- On mnie chyba śledzi!
- Ale kto?
- Daniel! Ten, o którym ci właśnie opowiadałam!
- Żartujesz?!
- Nie! To on! – powiedziała Med – Jakie jest prawdopodobieństwo spotkania znajomego w Londynie w
porze lunchu?
- Zerowe – odpowiedziała zaraz Lena.



I jakoś tak znowu wyszło, że siedzieli we trójkę w kawiarni i w milczeniu sączyli kawę. Rozmowa się nie kleiła, niezręczna cisza wypełniała uszy. Ludzie przechodzili obok. Na ulicy trąbiły samochody. Włączone telefon komórkowe nie dawały o sobie zapomnieć. Nagle, Medea, od paru minut bawiąca się tekturowym kubkiem, przewróciła go, wylewając kawę na siebie. Klnąc, na czym świat tylko stoi, zanurkowała do torebki w poszukiwaniu chusteczek. Daniel, pełen dobrych intencji, pochylił się również. Nastąpiło gwałtowne zderzenie.

Po chwili w kawiarni została tylko Marlena, uśmiechająca się tak po swojemu pod nosem.



- Med, zaczekaj. Proszę.
Nie zatrzymała się.
- Med!
Cisza. Jedynie stukot obcasów na klatce schodowej i trzask zamykanych drzwi.
- Medea!!!
Cisza.


Co za bezczelny, arogancki dupek!
Dlaczego, do ciężkiej cholery, on musi taki być?!

Miotając się po mieszkaniu, dotarła do kuchni. Z tylnej kieszenie jeansów wyciągnęła paczkę
papierosów i zapaliła. Próbując zalać sobie kawę, strzaskała kubek. Podnosząc się z klęczek, ze skorupkami porcelany w dłoni, uderzyła się w głowę o kant stolika. Rzucając w powietrze wszystkimi znanymi jej przekleństwami w czterech językach, zaniosła skorupki do kosza na śmieci. Wrzucając niedopalonego papierosa do popielniczki, przeszła do kanapy i usiadła. Wzięła poduszę, przyłożyła ją sobie do twarzy i zaczęła krzyczeć.


Dzwonek do drzwi. I jeszcze raz.
Wrzask dobiegający z łazienki. Cichnie szum wody.
Kolejny raz dzwonek.
- Zadzwoń jeszcze raz, a zginiesz!
Cisza.
Cisza.
Szelest zakładanych ubrań.
Delikatne pukanie.
Z rozmachem otworzyła drzwi. W progu stał Daniel.
- Znowu ty?! Czego chcesz?
- Najpierw mnie zabijesz, czy pogadamy?
Medea prychnęła.
- Mam alkohol – uśmiechnął się, pokazując dużą butelkę whisky – Pomyślałem, że się przyda.


Zapaliła.
Ponad szklanką alkoholu spojrzała na Daniela. Na jego ciemne oczy, trochę za długie włosy, kilkudniowy zarost. Na wąski nos, małe usta, na pieprzyk pod lewym okiem. Na sprane jeansy, zielone trampki, pasiastą koszulkę i ciemną bluzę z kapturem. Na duże dłonie z długimi palcami. I nagle, gdzieś tam w środku, coś przewróciło się do góry nogami. Daniel zauważył jej wzrok. Nie odwróciła głowy. Uśmiechnęła się, zaciągnęła, wypuściła kłęby dymu i podniosła szklankę z alkoholem do toastu.
- Nasze zdrowie.


- Więc, o co ci dzisiaj poszło?
- O wszystko.
- To dość dużo.
- Tak to już bywa.
Uśmiechnęła się.
- Od razu lepiej, gdy się uśmiechasz.
Siedzieli przed kominkiem. Rozmawiali. O wszystkim i niczym. O ludziach, których spotkali. O wydarzeniach, które utkwiły im w pamięci. O sytuacjach, które zmieniły ich życie. Czas płynął.
I nagle…
- Dlaczego wyniosłaś się z domu?
W ciągu sekundy Medea wytrzeźwiała. Spiorunowała Daniela wzrokiem i w końcu westchnęła.
- A którą wersję chcesz usłyszeć ?
- To jest ich więcej niż jedna?
- Tak – odpowiedziała Medea – Jedna oficjalna i druga nieoficjalna.
- Poproszę najpierw tą oficjalną.
- Wyjechałam na studia.
Daniel milczał, zdumiony.
- I już? To wszystko? - zapytał po chwili.
- A czego się spodziewałeś? Teorii spiskowej? - odpowiedziała pytaniem, uśmiechając się lekko – Dla wszystkich sąsiadów i wścibskich krewnych, wyjechałam po prostu do Londynu na studia.
- A wersja nieoficjalna?
Medea uśmiechnęła się smutno pod nosem, sięgnęła po paczkę papierosów i zapaliła. Zaciągnęła się
mocno i powoli wypuściła kłęby szaroniebieskiego dymu przed siebie.
- Wyniosłam się z domu wariatów – odpowiedziała po dłuższej chwili.
- Dlaczego?
Znowu uśmiechnęła się smutno, patrząc się w okno.
- Bo nie chciałam, żeby zamknięto mnie w złotej klatce.





„Złotą klatkę sprawię Ci
Będę karmić owocami
A do nogi przymocuję
Złotą kulę z diamentami”



„Pozwól mi odejść
Daj mi sobą być
Wypuść mnie z tej złotej klatki
wspólnych nocy i dni
Chcę śnić własne sny
w swojej bajce żyć”

Dila




D i a b e ł
Medea. Czerwonowłosa. Uzależniona od lakierów do paznokci, kawy i papierosów. Z powołania malarka, z przymusu projektantka. Próbująca zachować swoją osobowość i oryginalność w tym dziwnym świecie. Chciecie się więcej dowiedzieć?. A może zaczniecie wpadać na kawę? Albo dodacie trochę farby...

P a k t o w a l i...
Moje: diabeł, złodzieje, dila, deviantArt, lilyann-e, salem
Ulubieni: pamiętnik, lila, sofonia, agnes, megan, another, niepokorny,

P ę d z l e
prolog, jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć,

E s p r e s s o
Photo
Art limited
DeviantArt
DA Portfolio
Agnes
Megan

Frytka
Ketashi

Forum
Magiczne
Hp News
Gingers

Oceny
Ultima Thule
Ostre oceny

Forumowo
Rozmowy trumienne 1
Rozmowy trumienne 2
Rozmowy trumienne 3
I belive in a thing called love
Ciemności, weź mnie za rękę
Bezcieleśnie
Severus i rura
Smok i kurtyzana
Zmowa dziewic
Być szlachetnym
Toksyczne porządanie
Trujące sekrety



Liczby.
1513

Okładka.
Szablon wykonany przez Agnes tylko i wyłącznie dla Diabełka. Za Kraków i całą resztę.
Zapracowanemu Agnesowi pomagał nieodłączny Adobe Photoshop i inspirujący. G.Turnau. Odwiedziłam: ###.
Nie kopiować. Bywam porywcza.
Korzystam z Firefoxa.